TEOTIHUACAN

Można powiedzieć, że historia Meksyku liczy co najmniej cztery tysiące lat i dzieli się ogólnie na dwa okresy: prekolumbijski i po 1521 roku, kiedy obszary te skolonizowali Hiszpanie. Turystycznie rzecz ujmując, najbardziej fascynuje ten pierwszy, kiedy to na obszarze Mezoameryki powstawały wielkie cywilizacje: Olmeków, Majów, Teotihuacán, Azteków i inne. Pozostawiły po sobie piramidy, rzeźby, boiska do gry w rytualną piłkę, obserwatoria astronomiczne i wiele odkryć naukowych. Organizując podróż po Meksyku, warto zapoznać się z ich fascynującą historią.

Drugim okresem meksykańskiej historii są lata od 1521 roku, gdy cały obszar podbili Hiszpanie. Rdzennych mieszkańców zniewalano, a dawną kulturę i wierzenia zastępowano chrześcijańskimi. Dlatego dzisiejszy Meksyk jest tak różnorodny – łączy ze sobą pamięć po dawnych cywilizacjach z kolonialną kulturą. Po 300 latach panowania Hiszpanów Miguel Hidalgo y Costilla zapoczątkował walkę o niepodległość, która zakończyła się wygraną Meksykanów w 1821 roku. Kolejne stulecie to czas chaosu, ciągłych sporów wewnętrznych, zamachów stanu, wojen i rządów dyktatorów. Następnie nadeszła zmiana, bo od 1929 do 2000 roku cała władza leżała w rękach jednej partii. Wielu jej przedstawicieli rządziło nieudolnie, a z przeciwnikami rozprawiało się przy użyciu siły. XXI wiek zdaje się przynosić większą demokratyczność i stabilność, lecz zmiany przychodzą wolniej, niż liczą na to obywatele. Przed Meksykiem stoi wiele wyzwań i długa droga do ich pokonania.

Podczas dzisiejszej wyprawy zapraszam do Teotihuacan

co w języku Azteków nahuatl oznacza „miejsce, w którym narodzili się bogowie”.

Prekolumbijskie miasto Teotihuacan według legend zbudowane zostało przez historycznych gigantów (zwanych Quinametin) przed pojawieniem się ludzi. Inne teorie mówią o pomocy obcej cywilizacji. Coś w tym jest, ponieważ spacerując centralną, 2 kilometrową aleją, zwaną również Drogą Umarłych – czułem niezwykłą energię tego miejsca. Aleja ta łączy dwie główne piramidy z Quetzalcoatla czyli Świątynią Pierzastego Węża oraz boga deszczu – Tlaloca. Swoją nazwę zawdzięcza grobowcom oraz świątyniom dawnych władców, które według przybyłych tutaj Azteków się wzdłuż niej znajdują. Według archeologów to niezwykłe miejsce powstało ponad 2 tysiące lat temu i było głównym punktem spotkań wszystkich pielgrzymów ówczesnej Mezoameryki. Wierzono, że to właśnie tutaj narodził się Bóg Słońca. W latach świetności zamieszkiwało je nawet 200 tysięcy ludzi. Do dziś nie wiemy co zniszczyło w X wieku tą wysoko rozwiniętą cywilizację. Odkrycie miasteczka w XV wieku przez Azteków zapisało się w dzisiejsze karty historii. Co jednak działo się tam przez tajemnicze wieki? Kolejnym niesamowitym faktem jest to, że powstałe tutaj budowle zostały wzniesione bez użycia metalowych narzędzi i koła. Pomimo to, konstrukcje przetrwały tysiące lat i zachwycają swoim doskonałym wykonaniem do dzisiaj.

Miasteczko położone na wysokości 2 300 metrów, oddalone jest godzinę jazdy od stolicy Meksyku. To właśnie tutaj według mitów indiańskich powstał świat, nastąpiło oddzielenie światła od ciemności, powstało Słońce i Księżyc. Żyjącym tu Aztekom zawdzięczamy system religijny, kapłani opracowali kalendarz, według którego liczono czas.

Przybywający tutaj ludzie ze wszystkich zakątków świata próbowali stworzyć utopijne miasto, istny raj na Ziemi. Gdzie głównie panującymi zasadami byłby ład i porządek. Jednak metropolia ta ma również swoją ciemną stronę. Odprawiano tutaj pradawne rytuały przelewając ludzką krew. Złapani ludzie traktowani byli jako pożywienie dla Bogów, których czcił pradawny lud. Były to makabryczne zbrodnie w hołdzie Bogom – ofiarom wyrywano bijące serca. Dowodem tych zbrodni było znalezienie przez archeologów ponad 200 szkieletów, niektórych nawet ze związanymi rękoma. Były to masowe groby rytualnych ofiar. Świadczy to o niesamowitej skrajności żyjącego tutaj ludu, który z jednej strony przestrzegał wszelkich zasad ładu oraz harmonii życia, a z drugiej strony dopuszczał się okrutnych mordów, składając ofiarę swoim Bogom. Według naukowców strategia prehistorycznego ludu opierała się na zasadzie, że dobro ogółu przewyższa dobro jednostki.

ŚLADAMI PREKOLUMBIJSKICH PLEMION

Busik zatrzymał się na parkingu przy południowo-zachodniej bramie, oznaczona numerem jeden. Wejście, które zarazem jest punktem informacji turystycznej. Obok znajdują się toalety, sklepiki oraz kasy. Kupiłem bilet i poczekałem na miejscowego przewodnika... czas ruszyć w drogę... Po chwili znajdowałem się na głównej dwu kilometrowej alei biegnącej wzdłuż świątyń i zabudowań przypominających grobowce. Naprzykrzał się tylko żar z nieba bo w całej strefie nie ma ani jednego drzewka. Pierwsze kroki skierowałem w kierunku cytadeli.

Prawdziwa nazwa miasta nie jest znana. To naukowcy i archeolodzy posługują się nazwą Teotihuacan, nadaną temu miejscu przez Azteków. Meksykanie zaś nazywają to miejsce po prostu “las piramides”. Mieszkańcy Teotihuacan pomimo, że zbudowali największe miasto w starożytnej Ameryce stanowią największą zagadkę wszech czasów. Nie wiemy skąd pochodzili ani jakim językiem się porozumiewali,. Najbardziej intrygującym faktem jest odkrycie przez naukowców – którzy przybyli tutaj już w XX wieku – planu miasta, który ułożony został według układu gwiazd i względem otaczających to miejsce gór. Jak dla mnie jest to najbardziej fascynująca sprawa. Zaprojektować musiała to jakaś genialna jednostka ponad 2 000 lat temu z matematyczną precyzją bez jakiegokolwiek śladu języka pisanego.

Cytadela była prawdopodobnie rezydencją dostojnika piastującego najwyższy urząd w mieście. Cztery ściany długości 390m, zwieńczone 15 piramidami, otaczają ogromny dziedziniec. Na szczególna uwagę zasługuje piramida zwana Templo de Quetzalcoatl - Świątynia Pierzastego Węza, uznawanego za bóstwo wojny, wody, brzasku i rolnictwa. Fascynującym elementem tej Świątyni jest starsza budowla, która wzniesiona w latach 250-300. Cztery zachowane stopnie tej fasady zdobią reliefy uzębionego węża. Wielkie wrażenie robi nietknięta ściana zachodnia, z rzędami kamiennych głów Pierzastego Węża, przeplatanych wizerunkami Boga Deszczu-Tlalokiem.

Po Cytadeli spokojnym spacerkiem ruszyłem w kierunkiu piramid.

Patrzę na to miasto i wyobrażam sobie jego potęgę i świetność. Dochodzę w końcu do Piramidy Słońca.

Jest to trzecia największa piramida na świecie. Widziana na żywo robi ogromne wrażenie, nie tylko swoją potężną masą 3 milionów ton, ale także wysokością 65 metrów. Jej podstawa podobna jest do podstawy Wielkiej Piramidy w Gizie. Wspinaczka na sam szczyt po 248 stopniach to nie lada wyczyn, szczególnie w upalny dzień, których w Meksyku nie brakuje. Z jej wierzchołka podziwiać możemy piękny widok, ale także zbliżyć się do Nieba, spróbować poczuć energię mieszkających tutaj Bogów.

Mówi się, że wierzchołek budowli sprzyja spełnianiu marzeń, ponieważ skierowany jest na punkt horyzontu, w którym Słońce wstaje dwa razy do roku: 29-go kwietnia i 12-go sierpnia. Setki ludzi rocznie zbiera się tutaj oczekując duchowego odnowienia. Co roku aby świętować przesilenie letnie oraz zimowe w tak wyjątkowych okolicznościach przyjeżdża tutaj ponad milion osób z całego świata. Bezpośrednio pod piramidą znajduje się tajemnicza jaskinia o długości 100 metrów, której wejście prowadzi do groty pod piramidą. Nie jest to jednak miejsce dostępne dla zwiedzających, a jedynie dla pracujących tutaj archeologów i naukowców.

Mógłbym tu spędzić cały dzień, przypatrując się tylko tej piramidzie, śledzić kamień za kamieniem, niestety trzeba iść dalej. 

Na samym końcu Alei Zmarłych wznosi się Piramida Księżyca czyli Piramida de la Luna, która jest grobowcem królewskim z pochówkami. Najstarszy mógł należeć do założyciela całej dynastii.

Budowla nieco niższa od powyższej o oklo 45 metrów wysokości – czego nie da się zauważyć – ponieważ zbudowana została na wzniesieniu.

Wchodzę na gorę już po węższych i stromszych stopniach, i bardziej wyższych. Powoli pokonuje każdy stopień, a do pierwszego tarasu jest ich 100. Nie obracam się za siebie. Zrobię to na samej górze. I jeszcze piękniejszy widok na całą Aleje Zmarłych który rozpościera się z góry. Trudy wspinaczki wynagradza panorama całego miasta oraz okolicznych równin porośniętych wyblakłą trawą od słońca, kaktusami i gdzieś w oddali miasteczkiem.

Przed piramidą znajduje się Plac Księżyca z 12 świątyniami. Uznaje się ten układ (12 świątyń plus piramida) za niebiański, przy którym Aztekowie odbywali swoje rytualne tańce. Według jednej z teorii zakłada się, że z kilku poziomowej Piramidy Księżyca dawni kapłani co wieczór spoglądali w Niebo, obserwując ruchy gwiazd – próbując przewidzieć przyszłość.

Odwiedzając majestatyczny Teotihuacan czułem się niezwykle. To wszystko co dotychczas przeczytałem w książkach historycznych, obejrzałem w filmach dokumentalnych wreszcie mogłem zobaczyć na własne oczy, dotknąć, stać się tego częścią. Wszystko tutaj jest fascynujące, zaczynając od ogromu i perfekcjonizmu budowli, a kończąc na ciekawych legendach.

W drodze powrotnej poprosiłem kierowcę aby wysadził mnie przy Bazylice Matki Boskiej z Guadelupe.

Bazylika Matki Bożej z Guadalupe jest, zaraz po Watykanie, największym i najczęściej odwiedzanym miejscem kultu chrześcijańskiego na świecie. Rocznie odwiedza go ok. 20 milionów pielgrzymów. Sanktuarium powstało na wyraźne żądanie Najświętszej Maryi Panny podczas pierwszego Objawienia Juanowi Diego mającego miejsce na wzgórzu Tepeyac dnia 9 grudnia 1531 r.

W miejscu, gdzie Matka Boża objawiła się ubogiemu Indianinowi, wkrótce postawiono małą kaplicę. Później ją powiększono, a z czasem wybudowano olbrzymią bazylikę pod wezwaniem Matki Bożej z Guadalupe. Od samego początku jej istnienia dokonują się tu nieustannie cudowne nawrócenia i uzdrowienia.

Obecny kościół został wybudowany w pobliżu wcześniejszej, XVI wiecznej bazyliki ukończonej w 1709 roku. Kiedy stara bazylika, wybudowana na podmokłym gruncie, w wyniku trzęsień ziemi poczęła obracać się w ruinę, kilkanaście lat temu powstało nowe sanktuarium, w którym został umieszczony cudowny obraz. Nowe sanktuarium zostało ukończone w 1976, a zaprojektował je wielki meksykański architekt Pedro Ramirez Vasquez (autor m.in. Muzeum Antropologicznego i Stadionu Azteków).
Nowa bazylika przypomina swoim kształtem wielki, okrągły namiot, wznoszony niegdyś na pustyni, ten, który Bóg polecił Mojżeszowi wznieść u stóp Góry Synaj. Na szczycie Bazyliki znajduje się krzyż, którego podstawą jest litera „M” oznaczająca zarówno Maryję, jak i Meksyk. Nowa bazylika może pomieścić ok. 12 tys. osób, a na placu przed bazyliką jest miejsce dla ok. 30 tys.
To właśnie w nowej bazylice, na centralnym pilastrze, znajduje się cudowny obraz Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe. Dzięki okrągłemu kształtowi bazyliki, obraz Matki Bożej może być widziany z każdego punktu kościoła.

ŚWIĘTY INDIANIN I OBJAWIENIA

Pewnego grudniowego poranka 1531 roku, Indianin o imieniu Cuauhtlatoatzin szedł ze swojej wioski do Miasta Meksyk. Kilka lat wcześniej wraz z żoną przyjął chrzest i nadano mu imię Juan Diego, dlatego teraz spieszył na mszę oraz naukę katechizmu. Kiedy przechodził przez wzgórze Tepeyac, usłyszał, że ktoś woła go po imieniu. Na szczycie wzgórza zobaczył piękną panią o nadludzkiej urodzie i szacie błyszczącej jak słońce, która uprzejmie się przedstawiła jako „ta zawsze dziewica Maryja, matka prawdziwego Boga, dla którego się żyje”. Zażyczyła sobie wybudowania kościoła w tym właśnie miejscu, aby w ten sposób rozdawać jej miłość, współczucie i pomoc dla wszystkich proszących ją o łaski. Poprosiła, by Indianin udał się w tej sprawie do biskupa. Jak można się było spodziewać, biskup nie uwierzył Indianinowi. W drodze powrotnej Matka Boża znów mu się ukazała i poprosiła, by ponowił prośbę następnego dnia. Tym razem biskup zażądał dowodu, że to naprawdę Matka Boża i że jej wolą jest wybudowanie tam kościoła. Wracając, Juan Diego powtórzył Maryi wszystko, co usłyszał od biskupa. La Virgen (Dziewica) przykazała mu, by następnego dnia wrócił w to samo miejsce, wówczas ona mu da wyczekiwany znak. Jednak Juan Diego nie wrócił, spędzając czas u boku ciężko chorego wujka. Kolejnego dnia, to było 12-go grudnia, pędził co sił w poszukiwaniu spowiednika dla umierającego wuja, omijając z daleka ustalone miejsce spotkania z piękną Panią. Tym razem również Maryja wyszła mu na spotkanie. Zawstydzony Juan Diego wytłumaczył, dlaczego nie pojawił się u biskupa. Matka Boża powiedziała mu, że jego wujek nie umrze, a co więcej, jest już zdrowy. Doradziła również, by wspiął się na wzgórze. Znalazł tam kwitnące róże francuskie, zerwał ile mógł i schował w swojej szacie. Kiedy przed biskupem Juan Diego rozwinął szatę, róże wysypały się na podłogę, a na szacie (nazywanej tilma) pojawił się obraz spotkanej przez niego pięknej Pani. Biskup Juan de Zumárraga wiedział, że te kwiaty rosną tylko w Europie i nie można spotkać ich w ostrym klimacie meksykańskiej ziemi, tym bardziej w zimowych miesiącach. Ostatecznie, biskup rozkazał wybudować pustelnię w miejscu objawień. W międzyczasie okazało się, że wuj Juana Diego cudownie ozdrowiał. Swoje uzdrowienie tłumaczył objawieniem się mu pięknej Pani, która poprosiła go o przekazanie biskupowi, że chce być nazywana „Zawsze Dziewica, Święta Maryja z Guadalupe (La Siempre Virgen Santa María de Guadalupe)”.
Szata Juana Diego, na której odbił się wizerunek Matki Bożej została udostępniona pielgrzymom i po dzień dzisiejszy wisi nad ołtarzem nowej bazyliki w Guadalupe. Juan Diego został kanonizowany przez Jana Pawła II podczas jego  kolejnej wizyty w Meksyku w dniu 31-go lipca 2002 roku.

ŚWIAT BEZ WYCHODZENIA Z DOMU

    Copyright ©2019-2021  TUTAJ BYLEM LLC

    Wszystkie prawa zastrzeżone

    domena jest wlasnoscia serwisu - TUTAJ BYLEM LLC

    Kopiowanie i rozpowszechnianie zdjęć bez zgody autora zabronione

    157092209360451367.png