POLSKA 2020

Nie planowałem tego wyjazdu, zwłaszcza że ogólnie odradza się podróżowania za granicę w czasie pandemii. Zdecyowalem się w ostatniej chwili, nie mogłem nie skorzystać z okazji że bezpośredni lot w obie strony na trasie z Nowego Jorku do Warszawy kosztował mnie zaledwie $399 !!! Bilet kupiłem dwa dni przed wylotem. W ostatniej chwili kupiłem też oddzielnie bilet powrotny  z Gdańska do Warszawy za $25. Jak na sierpień cena biletu $424 to prawie jak za darmo.

Na moment odejdę od tematu tego wyjazdu ale pozostanę w temacie biletów lotniczych do Polski i podzielę się doświadczeniem jakie doznałem na przełomie maja i czerwca tego roku. Jak dobrze wszyscy wiemy z początkiem marca b.r. polskie linie lotnicze zawiesiły wszystkie swoje operacje, ale żeby pomoc naszym rodakom w powrocie do domu uruchomiły specjalny program *Lot do domu*. Aby dostać się na taki samolot trzeba było zapisać się na listę i czekać aż przyjdzie na nas kolejka. Niektórym się to podobało, niektórym nie, ale wszystkim zawsze ciężko dogodzić. Oficjalnie program ten zakończył się w kwietniu.... i co dalej, ogromna liczba Polaków została pozostawiona sama sobie z dala od domu.

Mysle że to zbieg okoliczności ale na początku maja wszedłem sobie na aplikację *Plane finder* i ku mojemu zaskoczeniu okazało się że polski przewoźnik lata z Warszawy do Chicago o numerze LO6003, i rejs powrotny LO6004. Próbowałem skontaktować się z LOTem ale telefony były zajęte 24 godziny na dobę więc wysłałem do nich emaila z pytaniem czy rejsy które kursują na w/w trasie mają status rejsu pasażerskiego czy tylko cargo. W odpowiedzi otrzymałem informację że jeżeli liczba pasażerów będzie większa niż 150 to jest szansa na zmianę rejsu z cargo na pasażerski, ale trzeba najpierw skontaktować się z konsulatem w Chicago, ponieważ rejs LO6003 oraz LO6004 ma status czarteru rządowego. Nie czekałem długo !!! Skontaktowalem się z konsulatem w Chicago i razem zaczęliśmy szukać chętnych osób na powrót do Polski. Akcja przerosła moje oczekiwania, tylko w tydzień uzbierało się ponad tysiąc osób, a lista chętnych rosła i rosła. Na przełomie maja i czerwca udało mi się pomóc na powrót do ojczyzny prawie 1300 osobom. Mam tylko mały niesmak że żadna polonijna gazeta nie nagłośniła tej akcji, padały nawet bardzo nie miłe słowa w moim kierunku nazywając mnie oszustem i naciągaczem. Nie wziąłem ani centa od nikogo, a wiem bo docierały do mnie głosy że agencje turystyczne naciągały ludzi na zakup biletu na samolot czarterowy, niestety ludzie dali się nabrać i płacili prawie $1000 za bilet który przysługiwał im za darmo. Poznałem dużo wspaniałych i szlachetnych osób z którymi utrzymuje kontakt do dzisiaj.

Fajnie jest pomagać innym !!!

Powróćmy do sierpnia... przyszedł upragniony dzień, rejs LO1027 z lotniska JFK do Warszawy planowany na 10:30 PM. Po przyjechaniu na terminal 7 czuło się że coś jest nie tak. Normalnie o tej godzinie powinno być pełno pasażerów a tutaj tylko kilkadziesiąt osób oczekujących na odprawę paszportowo biletową LOTu. Po odprawie zanim jeszcze dostałem boarding pass zmierzono mi temperaturę - 36,6 C.

Samolot wystartował trzydzieści minut przed czasem, ale co się dziwić skoro byliśmy jedynymi pasażerami na całym lotnisku. Po wejściu do samolotu okazało się że puste miejsca środkowe to jednak fikcja i siedzieliśmy jak sardynki w puszcze.

Gorący posiłek został podany około 45 minut po starcie, wyboru raczej nie było za co przepraszał nas osobiście kapitan lotu i jak stwierdził ze względów higienicznych. Nie było też do wyboru żadnych napoi a każdy z pasażerów otrzymał tylko 1,5 litrową wodę mineralną. Jak dla mnie to super tylko że nie było miejsca gdzie schować butelki, co niektórzy stawiali je na podłogę a później butelki walały się po samolocie. Chyba nie do końca ten pomysł został dobrze przemyślany.

Dwie godziny przed wylądowaniem podano nam śniadanie, zwykłą kanapkę, oraz deklarację sanitarną. Ogólnie rzecz biorąc nie mam żadnych zastrzeżeń. Rejs trwał 8 godzin i 21 minut. Do Warszawy przylecieliśmy z godzinnym wyprzedzeniem.

A co z kwarantanną napewno spytacie (...) otóż nic, absolutnie żadnej kwarantanny dla obywateli polskich, trzeba było tylko oddać wypełnioną deklarację sanitarną dla oficera straży granicznej. Lotnisko w Warszawie natomiast puste, żywego ducha.

Pobyt w Polsce tradycyjnie rozpocząłem od krótkiego wypadu do Augustowa, bo gdzie może być piękniej w lato jak nie na mazurach. Maria Koterbska śpiewała - " Augustowskie noce, nad brzegami drzemiące", a żeby było mało to proszę sobie wyobrazić że piosenkarka zaśpiewała tą piosenkę po raz pierwszy w 1959 roku nie będąc nigdy wcześniej na mazurach. Kolejnym hitem okazała się piosenka Janusza Laskowskiego o Beacie z Albatrosa... tak słynna legendarna restauracja Albatros i niezapomniane dancingi.

Najnowszym dziełem turystycznym miasta jest otwarty w zeszłym roku napis "Augustow is the future", został on ustawiony na bulwarach przy ulicy Portowej, ma ponad 18 metrów długości i około 3 metry wysokości.

Kolejnym moim postojem były okolice małej miejscowości Rypin w województwie kujawsko-pomorskim. Nic na pozór specjalnego, ale warto podkreślić że jeden z kraterów na Marsie nosi nazwę - Rypin. Jak to możliwe... Miedzynarodowa Unia Astronomiczna zdecydowała że kraterom, które mają mniej niż 60 km średnicy nadadzą nazwy miast. Ktoś zdecydował, że jeden z marsjańskich kraterów będzie się nazywał Rypin i tak jest do dzisiaj.

Spotkalem się również z powiedzeniem - "jak szlachcic spod Rypina", do dzisiaj nie udało mi się jednak rozstrzygnąć  łamigłówki o kim jest tutaj mowa.

Nie dają mi jednak spokoju sytuacje które miały miejsce w autobusie do Rypina. Bilet zakupiłem online, małym druczkiem napisane było żeby wydrukować bilet i ukazać go kierowcy, tak też zrobiłem ale w momencie pokazania biletu, kierowcy nie spodobało się że marnuje papier i że powinienem ściągnąć sobie kod potwierdzający zakup z aplikacji przewoźnika. Postapilem zgodnie ze wskazówkami na stronie więc nie za bardzo zrozumiałem o co kierowcy chodziło. Zawsze drukuje wszystkie rezerwacje, takie już podróżnicze doświadczenie.

Nie koniec przygód...na bilecie system przydzielił mi miejsce przy oknie #5, zatem po co mam się pchać do autobusu jak dzicz skoro mam rezerwację. Nic bardziej mylnego !!! Moje miejsce okazało się zajęte a na prośbę o pozwolenie mi skorzystać z tego miejsca zostałem niemile potraktowany. Padly nawet niekulturalne słowa że to nie samolot i że mogę wyp....... . Wstyd mi za takie zachowanie. Byłem w tylu miejscach, zwiedziłem ponad pół świata ale takiego zachowanie jeszcze nie doświadczyłem wcześniej.

Ostatnim miejscem do którego się udałem było moje rodzinne miasto Gdańsk. Zawsze powracam do niego z sentymentem i tak też było tym razem.
Podróż rozpocząłem w Toruniu. Bilet na autobus zakupiłem  bezpośrednio u kierowcy bo wszystkie kasy były zamknięte, a dwie godziny w wygodnym autobusie przeminęły mega szybko. Nie było WIFI chociaż przewoźnik gwarantuje dostęp do internetu w swoich autobusach. Po dojeździe do Gdańska skierowałem się do hotelu Mercure, dla mnie to jednak Heweliusz bo taką nosił nazwę przez lata zanim przeprowadziłem się do USA. Teraz przez kolejne parę dni będę podziwiał moje miasto przez okno z 17 piętra budynku.

Gdańsk jak Gdańsk nie zmienił się bardzo od mojego ostatniego pobytu w 2018 roku. Może tylko nowa obracana kładka  nad Motławą która w sposób nieodwracalny zbeszcześcila wygląd reprezentującej się doskonale panoramy Gdańska. Żal serce ściska.

Uważam że i tak miasto jest piękne a przykładem tego są tysiące turystów corocznie udających się nad zatokę.

Mój tegoroczny pobyt pokrył się z Jarmarkiem Dominikanskim. Tradycja Jarmarku liczy ponad 750 lat, odkąd został on ustanowiony bullą papieską Aleksandra IV w 1260 roku na wniosek gdańskich dominikanów.

W jednym z najstarszych opisów Jarmarku z XVI wieku, nuncjusz papieski Giulio Ruggieri pisał tak: W miesiącu sierpniu odbywa się wielki Jarmark od św. Dominika, na który zbierają się Niemcy, Francuzi, Flamandy, Anglicy, Hiszpanie, Portugalczycy, i wtedy zawija do portu 400 okrętów naładowanych winem francuskim i hiszpańskim, jedwabiem, oliwą, cytrynami, konfiturami i innymi płodami hiszpańskimi, korzeniami portugalskimi, cyną i suknem angielskim. Na Jarmark zewsząd przybywali też cyrkowcy, akrobaci i trupy aktorskie. Pokazywane były rozmaite dziwy oraz egzotyczne zwierzęta.

Dzisiejszy charakter napewno uległ już zmianom ale nadal czuje się jego niepowtarzalny klimat i te stragany pełne najróżniejszych towarów. Pośród nich znaleźć można przedmioty stare, rzadkie i zadziwiające, nie brakuje artystycznego rękodzieła i smakołyków z całego świata. Nie bez znaczenia jest fakt, że Jarmark odbywa się w przepięknej gdańskiej scenerii.

Nie wiem skąd, ale zrodził mi się pomysł żeby odwiedzić Westerplatte, wow, ostatni raz byłem tam jakieś 10 lat temu, a miejsce szczególne ważne dla mnie z dwóch powodów. Pierwszym i bardzo ważnym jest fakt że mój wujek - sierżant wojska polskiego przebywał na Westerplatte w chwili kiedy rozpętała się ta straszna wojna. Bronił Westerplatte u boku mjr. Henryka Sucharskiego. Drugim powodem jest że przez osiem lat uczęszczałem do szkoły postawowej nr. 72 imieniem mjr. Henryka Sucharskiego.

Pamiętam jak będąc w podstawówce często jeździłem na półwysep rowerem, można było wtedy znaleźć jeszcze łuski z czasów wojny. Wolno było biegać po ruinach koszar oraz włazić do bunkrów które przez ostatnie lata zostały zasypane.

Dzisiaj prowadzone są w tym miejscu prace archeologiczne.

Ważnym miejscem obok którego nie można przejść obojętnie jest mały cmentarzyk z 1946 roku, mieści się on w miejscu gdzie usytuowana była wartownia #5, zniszczona wskutek bombardowania 2 września. Znajdują się tu prochy mjr. Henryka Sucharskiego oraz czterech innych żołnierzy.

Chciałoby się zatrzymać czas choćby na chwilę ale trzeba wracać do domu. Po obfitym śniadaniu w hotelu obrałem kierunek - lotnisko.

Nikt na lotnisku nie interesował się stanem zdrowia pasażerów.

Rejs LO3832 wystartował planowo z lotniska Rebiechowo w kierunku Warszawy. Cały lot od startu do lądowania trwał zaledwie 30 minut, najkrótszy czas lotu w historii jaki kiedykolwiek zanotowałem na trasie z Gdańska do Warszawy.  W trakcie lotu każdy z pasażerów otrzymał drożdżówkę z jabłkiem.

Po wylądowaniu, autobusem przywieziono nas na główny terminal w którym nie było dosłownie nikogo, oprócz paru pracowników lotniska którzy kręcili się w kółko szukając zajęcia.

Na samolot do Nowego Jorku nie musiałem długo czekać, odprawa pasażerów przebiegła ekspresowo, udało mi się naliczyć około 50 osób, to mało jak na samolot który może zabrać na pokład 294 pasażerów.
Po dwóch godzinach po starcie serwis pokładowy rozdał gorący obiad i tak jak poprzednio wyboru nie było, trzeba było brać co dawali aby nie siedzieć głodnym przez 9 godzin lotu, nie żebym narzekał bo jedzienie było bardzo smaczne.  Rozdano również 1,5 litrowe butelki z wodą mineralną.

Przed wylądowaniem rozdano nam do wypełnienia "health declaration" którą musieliśmy oddać po wyjściu z samolotu, zmierzono nam również temperaturę na lotnisku. 

Czy da się podróżować w dobie pandemii, pewnie że tak, tylko trzeba przestrzegać bardziej niż zwykle higieny osobistej.

ŚWIAT BEZ WYCHODZENIA Z DOMU

    Copyright ©2019-2021  TUTAJ BYLEM LLC

    Wszystkie prawa zastrzeżone

    domena jest wlasnoscia serwisu - TUTAJ BYLEM LLC

    Kopiowanie i rozpowszechnianie zdjęć bez zgody autora zabronione

    157092209360451367.png