NEVADA - UTAH

2020

Spotkałem się już z tyloma opiniami o Las Vegas że ciężko by było je wszystkie zliczyć. Od *raju na ziemi* pod nie opływające w entuzjazm *miejsce tandetne*. Skoro jest to rzeczywiście tak koszmarne miejsce to po co według danych blisko 48 milionów ludzi odwiedza corocznie ten kicz ?

Tegoroczny pobyt w Nevadzie był moim szóstym już, i napewno nie ostatnim. Tym razem postanowiłem że spędzę w mieście dwa dni a resztę czasu poświecę kanionom w stanie Utah, które przecież nie są oddalone tak daleko od Las Vegas.

Podróż rozpoczynam wcześnie rano. Samolot JetBlue z lotniska w Newarku odlatuje o czasie, przede mną prawie 5 godzin lotu. Pomimo że JetBlue to powiedźmy sobie niskokosztowna linia lotnicza to serwis pokładowy mogą jej pozazdrościć nie jedne linie lotnicze. Oprócz dostępu do telewizji satelitarnej podróżni mają również dostęp do bezpłatnego WIFI, dla mnie to rewelacja !!! Nie mogę się doczekać kiedy nowojorski przewoźnik rozpocznie loty do Anglii, wiem że są już zaawansowane rozmowy w tej sprawie i wszystko wskazuje że od połowy 2021 zacznie latać do Stansted. Zobaczymy, mamy takie czasy że człowiek nie może być niczego pewny.

Na lotnisku w Las Vegas samolot ląduje trzydzieści minut przed czasem.

Główna ulica czyli Las Vegas Strip przy którym znajdują się wszystkie hotele oddalona jest od lotniska dosłownie na rzut bereta. Jazda taksówką do hotelu MGM zajęła niecałe 10 minut i kosztowała $12USD.

Po przyjechaniu do hotelu miałem mały dylemat czy pomimo wczesnej pory, nie ma jeszcze południa, uda mi się zameldować... Recepcjonistka cała w skowronkach i z uśmiechem na twarzy tak jakby człowieka wcześniej nie widziała pozwoliła mi nawet wybrać pokój w lepszym standardzie bo jak stwierdziła "we are almost empty".

Popołudnie spędziłem na szlajaniu się, nie brakowało też małej rozrywki, przegrałem $20, wygrałem $10. Nie kręcą mnie gry hazardowe, gdybym chciał grać to mam jedno kasyno w pobliżu domu i nie musiał bym lecieć przez ponad pół ameryki specjalnie tutaj.

IMG_0328.jpg
jetblue1.jpg
MGM2.jpg

LAS VEGAS

(...) wiedzieliście że Las Vegas Strip nie leży w Las Vegas a w sąsiadującym miasteczku Paradise w stanie Nevada? Jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze, tak też było i w tym przypadku.

Początki Las Vegas takiego jakie znamy sięgają roku 1930 kiedy w stanie Nevada zalegalizowano hazard. Pierwsze kasyna zaczęto budować w okolicach ulicy Fremont - centrum "starego" Vegas. Władze miasta widząc w tym żyłę złota szybko podniosły podatki, wskutek czego inwestorzy zmuszeni zostali do rozpoczęcia inwestycji w sąsiednich miasteczkach: Paradise i Winchester. W szalonym tempie rozwój spowodował że w 1975 roku utworzono "Las Vegas Incorporated city" do którego włączono Las Vegas, North Las Vegas oraz Henderson. Paradise oraz Winchester nadal pozostały po za okręgiem miasta i tak pozostało do dzisiaj. Pamiętajmy więc że Las Vegas to nie Las Vegas... rozumiecie coś z tego ?

Tego dnia doszedłem do słynnego znaku Welcome to Fabulous Las Vegas, obowiązkowo wypiłem parę drinków w oczekiwaniu na słynne Bellagio Water Show, jak zawsze było przepięknie !!! Tak pustego Vegas jeszcze nie widziałem.

Następny dzień to czas na przejście piechotą całego LV strip począwszy od SkyPod Tower aż pod sam Mandalay Bay resort. W sumie zwiedzanie zajęło mi prawie 6 godzin, tradycji mojej stało się zadość i jak za każdym razem będąc tutaj wypiłem sobie drinka w SkyPod na wysokości 108 piętra. W górze alkohol lepiej smakuje :-)

Wieczorem odebrałem samochód z wypożyczalni aby następnego dnia wczesnym rankiem ruszyć w dalszą drogę - kaniony czekają ! Dlaczego zdecydowałem się dzisiaj wziąć samochód a nie w dniu przylotu ? Z parkingami w Las Vegas jest różnie, zresztą nie ma darmowych miejsc do parkowania chyba że parę ulic od centrum. Spod lady otrzymuje Wranglera, kosztowało mnie to extra $50 łapówki. Następnego dnia wyjeżdżam z Las Vegas o 4 rano, mam do przejechania prawie pięć godzin.

Jak szaleć to szaleć, na krótkim odcinku stanowej drogi I-15 jest znak wskazujący brak limitu prędkości. Udało mi się rozpędzić do 104 m/h czyli 167 km/h.

IMG_0384.jpg
IMG_0416.jpg
IMG_0355.jpg
IMG_0426.jpg
IMG_0442.jpg
IMG_0510.jpg
IMG_0615.jpg
IMG_0612.jpg
IMG_0609.jpg
IMG_0627.jpg
IMG_0637.jpg

CAPITOL REEF NATIONAL PARK

Jestem na księżycu, takie pierwsze wrażenie; droga i dookoła czerwone skały. Jadąc Hwy 24, kilka mil przed wjazdem do parku mijam formacje skalną Twin Rocks. Tych widoków nie da się opisać, okolica przepiękna, ogromne gołe skały w oddali wydają się jak by były na wyciągnięcie ręki.

Z prawie dwugodzinnym opóźnieniem docieram do Capitol Reef National Park, ale jak tu być na czas skoro takie piękne widoki i ciągle aparat w ręku aby zachować dla siebie ten krajobraz.

Zatrzymując się na chwilę w welcome center zaopatruje się w mapę.... na której wskazane są wszystkie miejsca godne zobaczenia wraz z opisem.

IMG_0654.jpg
IMG_0634.jpg
IMG_0656.jpg

The price of a promise -  taką nosi nazwę pierwszy kanion który znajduje się po lewej stronie drogi. Zdążyłem wysiąść z auta kiedy nagle poczułem się jak mrówka przy żyrafie. Stroma wysoka ściana mająca ponad 1,5 km wysokości stojąca tuż przede mną. Niestety znak ostrzegający o wysokim stężeniu uranu w tej okolicy zmusił mnie do kontynuowania podróży.

Warto zjechać w boczne dróżki które zostały wyryte przez wodę, to taka jazda w korycie suchej rzeki. Do tego koniecznie potrzebny jest samochód z wysokim zawieszeniem.

Ciężko jest określić ile czasu potrzeba na zwiedzenie parku, ja to zrobiłem w 5 godzin, natomiast jeśli chciałbym pochodzić po szlakach i zajrzeć w każdą dziurę to musiał bym zaplanować minimum cały dzień.

IMG_0661.jpg
IMG_0662.jpg
IMG_0664.jpg
IMG_0669.jpg
IMG_0670.jpg
IMG_0677.jpg
IMG_0676.jpg
IMG_0693.jpg
IMG_0696.jpg
IMG_0683.jpg
DSC09374.JPG
IMG_0685.jpg

Bardzo imponujące figury petroglifów można zobaczyć wzdłuż stromego klifu, który znajduje się równolegle do Hwy 24 na wschód od Visitor Center w Capitol Reef. Malowidła naskalne obejmują kilka paneli skalnych, a różnorodność obrazów jest zdumiewająca. Znak drogowy identyfikuje obszar, na którym znajduje się parking. Stworzono promenady i platformy widokowe, aby ułatwić odwiedzającym zobaczenie malowidl.
Znaczenie sztuki jest nieznane. Artyści mogli rejestrować wydarzenia religijne lub mitologiczne, migrację, polowania, lokalizację zasobów, trasy podróży, informacje niebieskie i inną ważną wiedzę. Wielu archeologów sugeruje, że sztuka naskalna używa symbolicznych pojęć, które dostarczają obserwatorowi ważnych informacji i że nie była to po prostu ekspresja artystyczna.

Od parku na zachód wiedzie droga US Scenic Byway 12 czyli droga widokowa nr 12. Wyczytałem gdzieś że jest to najpiękniejsza trasa widokowa w Utah, jest co prawda o 100 km dłuższa niż ta którą miałem jechać, ale mimo wszystko decyduje się na nią. I okazuje się to najlepsza decyzja jaką podjąłem podczas tego wyjazdu !!! Droga szybko zaczyna się piąć w górę, i w ciągu 10 minut temperatura spada o 10 stopni. Jest coraz zimniej. Wjeżdżam w rejon o nazwie Dixie National Forest. Wow !!! Dzikość tak to można opisać... Zatrzymuje się na punkcie widokowym, temperatura to już tylko 33 stopni F ( 0 C ), czuć mróz, wieje niemiłosiernie, ale widok w dół na Capital Reef Park jest nieziemski. Jadę dalej, co jakiś czas przez drogę przebiega dzikie zwierzę, kręta droga zmusza mnie jednak do zwolnienia szybkości. Dojeżdżam na szczyt gdzie znak wskazuje że jestem na wysokości 9600 stóp czyli 2926 metrów !!! Generalnie las na tej wysokości jest brzydki, zniszczony od wiatru, mnóstwo powalonych drzew... Temperatura spadła do minusowej... Zjeżdżam w dół, droga wije się serpentynami i grzbietami grani a po obu stronach głębokie kaniony z jasnej skały, gęsto porośnięte zielonymi krzewami.... Nie do opisania słowami a i zdjęcia tego nie oddadzą... Do hotelu w Bryce dojechałem już po zmroku.

BRYCE CANYON NATIONAL PARK

Następny dzień przywitał mnie mrozem i pruszacym śniegiem, pogoda i tak dopisuje, normalnie o tej porze roku powinno leżeć już kilka centymetrów białego puchu.
Zanim wjadę do parku zatrzymałem się w visitor center w celu zakupienia kilku pamiątek, podstemplowania paszportu i oczywiście magnez na lodówkę - a must !!!

A jak powstał Bryce Canyon według naukowców ?

Naukowcy nigdy nie nazwaliby kanionu Bryce’a kanionem, gdyż nie utworzyła go rzeka. Rzeki tam po prostu nie ma. Skalne grzyby i pinakle powstały na skutek erozji. Najbardziej do powstania skalnych dziwów przyczyniła się tzw. erozja termiczna. Krótko, żeby nie zanudzać, woda dostaje się w szczeliny piaskowca, przy spadku temperatury np. nocą, zamarza powiększając swą objętość o 10%. To zwiększenie objętości rozsadza skały niczym dynamit. Te się kruszą i powstają pinakle, które z czasem robią się coraz szczuplejsze, a potem niestety się łamią. Nad kształtem kanionu Bryce pracuje też erozja chemiczna, czyli pospolite kwaśne deszcze. Rozpuszczają one skały zbudowane z delikatnego piaskowca.

Po wjeździe do parku pierwszym naszym przystankiem jest Sunrise Point położony w Bryce Amphitheatre. Możemy stąd udać się na jeden z najfajniejszych szlaków w Bryce, na Queens Garden Trail, który ma 3 km w obie strony. Prowadzi na dno kanionu, gdzie skalne hoodoo mamy na wyciągnięcie ręki. Jest to absolutny raj dla dzieci, można skakać po skałkach, wspinać się i zaglądać do skalnych dziur i grot. Co chwilę podbiegają do nas różne wiewiórkowate zwierzątka przyzwyczajone do tego, że człowiek oznacza pyszne żarcie.

Kolejnym punktem jest Inspiration Point. Można tutaj podziwiać ten sam widok co w Sunrise Point tylko że z drugiej strony.

Kolejne postoje:

 

 

Bryce Point ->

Paria view ->

Farview point ->

Natural bridge ->

Agua canyon ->

   

Ponderosa point ->

Black birch canyon ->

Rainbow point ->

IMG_0707.jpg
IMG_0721.jpg
IMG_0716.jpg
IMG_0730.jpg
IMG_0737.jpg
IMG_0723.jpg
IMG_0748.jpg
IMG_0766.jpg
IMG_0738.jpg
IMG_0772.jpg
IMG_0782.jpg
IMG_0801.jpg
IMG_0841.jpg
IMG_0829.jpg
IMG_0838.jpg
IMG_0853.jpg
IMG_0855.jpg
IMG_0894.jpg
IMG_0896.jpg
IMG_0905.jpg
IMG_0904.jpg
IMG_0907.jpg
IMG_0909.jpg
IMG_0910.jpg
IMG_0915.jpg
IMG_0916.jpg
IMG_0918.jpg
IMG_0921.jpg
IMG_0925.jpg
IMG_0927.jpg
IMG_0930.jpg
IMG_0935.jpg

W sumie spędziłem ponad 4 godziny na swobodne zwiedzanie parku i zobaczenie wszystkiego co ma do zaoferowania. W normalnych warunkach, przypominam że ciągle występuje pandemia koronawirusa i ludzie nie podróżują,  musiał bym spędzić tutaj cały dzień, co nawet było by dobrym pomysłem aby zobaczyć zachód słońca z sunset point. Podobno jest przepiękne.

Przy drodze wyjazdowej z miasteczka znajduje się jeszcze grota Mossy. Warto było ją również zobaczyć, chociaż spodziewałem się czegoś lepszego.

IMG_0972.jpg
IMG_0966.jpg
IMG_0957.jpg
IMG_0967.jpg
IMG_0960.jpg

Nie wiem gdzie ten dzień się podział, kiedy spojrzałem na zegarek było już po czwartej po południu a przede mną jeszcze ponad godzina jazdy do parku Zion. W rzeczywistości przejazd droga Hwy 89 zajal mi ponad dwie godziny przez częste postoje. Widoki byly....

ZION NATIONAL PARK

Absolutnie nie zdarza mi się żebym robił rezerwację noclegu w drodze do.... hotelu. Tym razem mogłem sobie na to pozwolić bo hotele świecą pustkami. Po drodze zajechałem jeszcze do visitor center aby zapoznać się z panującymi tu zwyczajami dla przyjezdnych. No i się dobrze stało, w informacji dowiedziałem się że do parku można wejść na pieszo, lub ewentualnie kupić bilet na autobusik który zatrzymuje się na przystankach wewnątrz parku. Koszt biletu $1, i ponownie okazało się że lepszego terminu wybrać już nie mogłem na przyjazd tutaj bo normalnie bilet trzeba zakupić z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, aż tyle osób jest chętnych. Ja kupiłem z dnia na dzień.

Następnego dnia pobudka jeszcze przed wschodem słońca, na śniadanie resztki po wczorajszej pizzy. Gotowy ruszam do drogi. Z łatwością znajduje miejsce parkingowe przy Zion visitor center, gdybym przyjechał tu za pół godziny miał bym poważne problemy ze znalezieniem parkingu. Liczba miejsc parkingowych jest bardzo, bardzo ograniczona.

Do autobusu wsiadam zgodnie z rozkładem jazdy o godz: 8 AM, mogłem zrobić to wcześniej ale nie wiedziałem że autobusy jeżdżą puste a stanie na przystanku nie wydawało mi się dobrym pomysłem skoro na zewnątrz tylko pięć stopni Celsjusza na plusie ( 41 F ). Ciężko jest się ubrać na taką pogodę zwłaszcza że za parę godzin temperatura ma wzrosnąć do ponad 20 C ( 68 F ).

Po kilkunastu minutach spędzonych w autobusie wysiadam na ostatnim przystanku: ( 9 ) Temple of Sinawava.

Pierwsze kroki kieruje na szlak który prowadzi wzdłuż rzeki w głąb kanionu. Trudno jest opisać słowami niezwykłe piękno i niepowtarzalny charakter tego miejsca. Wąski kanion, otoczonym wysokimi na 455 metrów monolitami skalnymi, wiszące ogrody, wodospady, olbrzymie głazy skalne, piaszczyste plaże, niesamowite formacje wyżłobione w skałach przez płynącą rzekę.
Wszystko w jednym miejscu. To właśnie miejsce zostało uznane przez magazyn National Geographics numerem 5 na liście najpiękniejszych szlaków turystycznych w USA. Osobiście nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Moja droga kończy się w momencie kiedy trzeba wejść do lodowatej wody i w niej kontunuowac dalszy podbój kanionu. Robię tylko kilka zdjęć z wystających z wody kamieni, dalej już nie wejdę.

Drogę powrotną przemierzam po za szlakiem idąc dziką ścieżką wzdłuż rzeki.

Po powrocie na przystanek, podjeżdżam autobusem do kolejnego postoju: ( 8 ) Big Bend. Stąd kontynuuję już dalej z buta idąc wzdłuż koryta rzeki, momentami mocząc buty w lodowatej wodzie.

Jeżeli na ziemi jest gdzieś raj to musi to być tutaj !!!!!!!

Nie mierząc czasu dochodzę do przystanku ( 6 ) The Grotto, to stąd rozpoczynają się główne szlaki górskie, szkoda ale nie skorzystam dzisiaj z nich.  Idę dalej aż dochodzę do kolejnego przystanku ( 5 ) Zion Lodge. Znajdują się tutaj toalety i restauracje oraz sklep z pamiątkami, magnez na lodówkę - a must !!!

Jeśli kilka minut po 2 PM, po niewielkim posiłku decyduje się na powrót autobusem na parking, jest zdecydowanie  za wcześnie na powrót do Las Vegas skąd przed północą mam samolot do Nowego Jorku.

A może by warto było zobaczyć jeszcze zaporę Hoover Dam ?

Nic nie stoi na przeszkodzie przecież...

Po trzech godzinach przekraczam granicę stanu Nevada-Arizona, dojechałem.

Muszę się streszczać bo robi się już powoli ciemno i nici będą ze zwiedzania. Miejsce to ma specyficzny charakter, po ilekroć jestem tutaj to czuję się jak bym był tu po raz pierwszy. Czy próbował ktoś z Was zrobić eksperyment z butelką wody ? Wystarczy otworzyć butelkę i zacząć lać wodę w dół. Zaskoczy was fakt że woda zacznie tryskać w górę !!! Składa się na to różnica temperatur po obu stronach tamy oraz ciśnienia które wypycha powietrze w górę.

Zbyt wcześnie jeszcze na powrót na lotnisko, szybka decyzja... jadę do starego Las Vegas czyli tego najprawdziwszego w okolice Fremont street.

Dzisiaj będę miał wreszcie okazję usiąść przy stoliku w najbardziej "zabójczej restauracji" w USA. Lokal nosi nazwę "Heart attack" i ciężko się do niej dostać, zazwyczaj trzeba się wpisać na listę oczekujących. Słynie z hamburgerów, zwanych „bypassami”, z których największe ważą prawie kilogram i zawierają 4 kotlety i 20 plasterków boczku. W sumie to ponad 8000 kalorii. W „Zawale serca” można też zamówić nielimitowaną ilość frytek smażonych na tłuszczu albo piwo wymieszane z tequilą. Kelnerki ubrane są w stroje pielęgniarek a osoby ważące powyżej 260 kilogramów jedzą za darmo.

Mi w zupełności wystarczył jeden bypass, podziwiam głupotę ludzi którzy dają się namówić na "coś" większego, tego wszystkiego nie da się zjeść, nie oszukujmy się. Tych którzy nie skończą całego dania czeka nie miła niespodzianka - klaps drewnianą deską w tyłek.

Wszystko fajnie się ułożyło i dwie godziny przed wylotem byłem już na lotnisku, kompletnie pustym.

Brak kontroli temperatury ciała i bez zbędnego wypełniania ankiet szybko udało mi się dojść do bramki z której samolotem udałem się do Nowego Jorku.

IMG_1008.jpg
zion1.jpg
IMG_1019.jpg
IMG_1035.jpg
IMG_1130.jpg
IMG_1090.jpg
IMG_1047.jpg
IMG_1128.jpg
IMG_1099.jpg
IMG_1219.JPG
IMG_1142.jpg
IMG_1046.jpg
IMG_1218.JPG
DSC09421.JPG
IMG_1157.jpg
IMG_1167.jpg
IMG_1150.jpg
IMG_1233.jpg
IMG_1236.jpg
IMG_1238.jpg
IMG_1270.jpg
fremont1.jpg
IMG_1278.jpg
IMG_1282.jpg
IMG_1287.jpg
IMG_1288.jpg