HAWAJE 2019

Lecąc na Hawaje powinniśmy pozbyć się wszystkich oczekiwań. Po pierwsze dlatego, że jest zupełnie inaczej niż być może się spodziewacie. Po drugie dlatego, że fabryka snów tak bardzo rozbudowała oczekiwania i tak bardzo pokazuje te piękne wyspy jako tropikalny raj podobny do Polinezji Francuskiej, że na miejscu można poczuć się lekko oszukanym. Nie zrozumcie mnie źle, Hawaje są niesamowicie piękne, jednak jest to piękno surowe, trochę jak nieoszlifowany kamień, wyspy te są majestatyczne i tajemnicze. Teraz kiedy trochę czasu już minęło od mojego pierwszego pobytu rok temu, to co czuję kiedy myślę o Hawajach to niedobór, jest w tych wyspach coś magicznego co nie pozwala o sobie zapomnieć. Coraz bardziej czuję też, że za rok po raz trzeci z rzędu odwiedzę je ponownie.

 

Dolecieć tam jest bardzo łatwo i bezpośrednio samoloty latają z każdego większego miasta w USA. Archipelag ten położony jest dosłownie pośrodku niczego, prawie że na samym środku Oceanu Spokojnego. Niezależnie więc skąd lecicie, przelot będzie jednak długi i dla niektórych może okazać się bardzo męczący. Najszybciej, bo tylko 4 godziny leci się z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Niezależnie od tego, z której strony lecimy, bilety niestety będą drogie. Planowanie tej podróży lepiej zacząć dużo, dużo wcześniej.

WYSPA MAUI

Maui to wbrew pozorom sporej wielkości wyspa. Posiada charakterystyczne ukształtowanie terenu przypominające cyfrę 8, a to za sprawą dwóch dominujących nad wyspą wulkanów. Sprawia to komunikacyjne uciążliwości, bowiem drogi przebiegają tylko terenem nadmorskim i nie ma dróg „na skróty”. Tworzą się przez to dwie pętle o długości jedna 184 km (Hana Road), której pokonanie bez zatrzymywania się zajmuje ok 4,5 godziny oraz 100 km trasa północno-zachodnia, która analogicznie zajmie ponad 2,5 godziny. A gdzie atrakcje? Po drodze !!!

na zdjęciu tablica upamiętniająca mężczyznę który w 2017 ześlizgnął się z klifu i do dnia dzisiejszego jego ciało nie zostało odnalezione. Jest to przestroga dla wszystkich śmiałków wybierających się wykąpać w skalnych basenach.

Zwiedzanie wyspy warto rozpoczac od Hana Road.  Całość tej liczącej przeszło 120 mil drogi jest uważana za jedną z najpiękniejszych na świecie. Prowadzi przez skaliste wybrzeża, zielone doliny, wąwozy, nad których rwących potokach zawieszone są dziesiątki kamiennych mostów, wodospady, plaże, wreszcie historyczne miejsca rdzennych mieszkańców wyspy. Droga miejscami jest wąska, często kręta a miejscami niemal off-road’owa. Mimo, że przejechalem ją w ciągu jednego dnia, uważam, że warto ja sobie rozłożyć nawet na dwa dni. Daje to możliwość zobaczenia wszystkich jej atrakcje bez pośpiechu.

Sugeruje cyrkulację zgodną z ruchem wskazówek zegara, czyli począwszy od stolicy wyspy Kahului poprzez Paia – Wailua – Hana aż do Kipahulu. Spokojnie dojedziecie tam nawet osobowym samochodem z niskim zawieszeniem. Aby zrobić całą pętlę i wrócić południową stroną wyspy trzeba albo mieć nieco wyższy samochód albo… odwagę, aby pokonać kilka dość stromych odcinków drogi o słabej nawierzchni.

W tej cyrkulacji napotkamy następujące miejsca warte odwiedzenia:

- miasteczko Paia

- Plaża Ho’okipa

- Wodospady Twin Falls

- Bamboo Forest

- Park Stanowy Waianapanapa

- Hana lava tube

- Hana Town

- Pipiwai Trail

- Makawao Town

Kolejny dzień i kolejne wyzwanie, dzisiaj czeka mnie wjazd na szczyt wulkanu Haleakali. Z Kahului kieruje się w do Haleakala Hwy a stamtąd już tylko w górę od czasu do czasu mijając ambitnych rowerzystów podążających w kierunku szczytu. W miarę wzrostu wysokości odsłania się widok między górami a zatoką. Na błękitnym niebie świeci oślepiające słońce, w dole pod nami kłębi się warstwa śnieżnobiałych obłoków, spod której gdzieniegdzie wyłaniają się leżące niżej zielone łąki lub na horyzoncie - błękitny ocean. Po kilku minutach jazdy docieram do parkingu przy Leleiwi Overlook. 300 - 400 metrowa ścieżka prowadzi stąd do położonego na wysokości 2.694 m n.p.m. punktu, z którego otwiera się pierwszy widok na krater Haleakali.

Krater jest olbrzymi. Ma około 8 kilometrów długości, kilka kilometrów szerokości i kilkaset metrów głębokości i - jak podaje przewodnik - zmieściłby się w nim ponoć cały Manhattan. We wnętrzu można dostrzec kilka stożków wulkanicznych. Dominują odcienie brązu, czerwieni i szarości. Co ciekawe, Haleakala nie jest wulkanem uznawanym za wygasły i według uczonych, wulkan wciąż jest aktywny.

Wracam do samochodu i jadę kilkaset metrów dalej,  zatrzymuje się pod samym szczytem. Ziemia jest brunatno-czerwona, wieje zimny, przenikliwy wiatr.

Ale co za widoki!

Podemna białe połacie chmur, zalegające nad dużą częścią widnokręgu, gdzieniegdzie widoczna jest zieleń lasów i łąk oraz błękitna tafla oceanu. W drodze powrotnej do hotelu zatrzymuje sie na Makena Beach gdzie spędzam resztę wolnego czasu.

Trzeci i ostatni dzień pobytu na Maui chce w dużej mierze poświęcić na relaks i obieram kierunek do Lahainy.  Za czasów króla Kamehamehy III pełniła ona funkcję stolicy Hawajów. Miasto było też największą na wyspach bazą wielorybników. Dziś jest ono w całości uznane za zabytek (national historic landmark). Zwarta zabudowa centrum i pieczołowicie odrestaurowane XIX-wieczne budynki nadają mu oryginalny, niezapomniany klimat. W drewnianych domach na głównej ulicy Lahainy - biegnącej wzdłuż morza Front Street - mieszczą się sklepy, galerie sztuki, kawiarnie i restauracje. Po drodze warto zatrzymac sie w kilku punktach widokowych: Olivine Pools oraz Nakalele Blowhole.

ŚWIAT BEZ WYCHODZENIA Z DOMU

    Copyright ©2019-2020  I WAS HERE

    Wszystkie prawa zastrzeżone

    domena jest wlasnoscia serwisu - I WAS HERE

    Kopiowanie i rozpowszechnianie zdjęć bez zgody autora zabronione

    LOGOcircleBIG.png
    157092209360451367.png