CZARNOBYL

Jak doszło do największej katastrofy elektrowni atomowej ?

Dlaczego Czarnobyl tak fascynuje turystów... pojechałem to sprawdzić osobiście.

Wciąż trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, kto jest winny katastrofie w Czarnobylu z 26 kwietnia 1986 roku. Najczęściej winą obarczane są wady konstrukcyjne reaktora lub błędy obsługi elektrowni atomowej. Jak doszło do wydarzenia, które zmieniło oblicze energetyki jądrowej?

HISTORIA

Budowa elektrowni jądrowej w Czarnobylu zaczęła się w latach 70’ XX wieku. Pierwszy reaktor uruchomiono w 1977 roku. W kolejnych latach do użytku oddano kolejne reaktory, w tym w 1983 roku czwarty, w którym później doszło do katastrofy. W sumie reaktorów miało być 6, ale po wypadku zaprzestano dalszej rozbudowy elektrowni.

Reaktory typu RBMK-1000 były wykorzystywane w radzieckich elektrowniach od lat 60’ XX wieku. Nigdy nie spełniały one norm bezpieczeństwa obowiązujących w państwach zachodnich. Chłodzenie lekką wodą i moderacja grafitem umożliwiła stosowanie jako paliwa uranu, którego nie trzeba było dodatkowo wzbogacać. Dzięki temu reaktory typu RBMK są bardzo ekonomiczne, ale również łatwo wywołać ich niestabilność.

Na niestabilność reaktora wpływa wzrost ilości pary wodnej w jego rdzeniu. Zwiększona obecność pary powoduje wzrost mocy reaktora, która z kolei powoduje dalszy wzrost ilości wytwarzanej pary. W ten sposób moc reaktora wymyka się spod kontroli. I właśnie ten mechanizm miał być bezpośrednią przyczyną czarnobylskiej katastrofy.

RYZYKOWNY EKSPERYMENT

Do katastrofy doszło w trakcie eksperymentu, który miał zwiększyć bezpieczeństwo elektrowni w sytuacji awaryjnej. Test miał wykazać, jak długo po ewentualnej awarii elektrownia będzie w stanie produkować energię na potrzeby swojej własnej pracy. Długość eksperymentu zaplanowano zaledwie na minutę.

Ze względu na planowany eksperyment wyłączono wiele z normalnie działających systemów bezpieczeństwa. Miał on pierwotnie zostać przeprowadzony w ciągu dnia, jednak ze względu na awarię innej elektrowni władze nakazały opóźnić wyłączenie reaktora, żeby zrekompensować produkcje energii elektrycznej. Pracownicy elektrowni, którzy przyszli do pracy na nocną zmianę nie byli w wystarczającym stopniu przygotowana na jego przeprowadzenie.

Zgoda na wyłączenie reaktora przyszła z Kijowa dopiero o 23:04. Pracownicy elektrowni prawdopodobnie za bardzo zredukowali moc reaktora, która spadła do 10 MW. To spowodowało nadmierne wydzielanie się ksenonu-135, który w dalszym stopniu zmniejszał moc, powodując tzw. „zatrucie ksenonowe”. W takiej sytuacji reaktor powinno się wyłączyć na 24 godziny. Jednak obsługa elektrowni nie zdała sobie sprawy z „zatrucia ksenonowego” i zaczęła zwiększać moc reaktora do poziomu pozwalającego na przeprowadzenie testu.

PRZEBIEG KATASTROFY

O godzinie 01:23:04 rozpoczął się niedopracowany eksperyment. Z powodu wielu błędów i wad samego konstrukcyjnych wymknął się spod kontroli. Reaktor utracił stabilność, a częściowo wyłączone wcześniej systemy awaryjne nie zadziałały. Operatorzy nacisnęli przycisk bezpieczeństwa, który miał awaryjnie wyłączyć reaktor. Jednak przez budowę prętów bezpieczeństwa, które, zanim wygasiły reaktor, na chwilę dodatkowo przyśpieszały reakcje, system doprowadził do wydzielenia się jeszcze większej ilości energii. O 01:24 ciśnienie pary wodnej doprowadziło do pierwszej eksplozji.

W wyniku kolejnych reakcji chemicznych doszło do drugiego wybuchu, po którym zapłonęło kilka ton wykorzystywanego w elektrowni grafitu. To właśnie w wyniku pożaru do atmosfery dostało się najwięcej radioaktywnego pyłu. Według najpopularniejszej teorii (podważanej przez wielu naukowców) eksplozja w elektrowni wysadziła ważącą 1200 ton osłonę reaktora.

Wciąż nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy większą winę za katastrofę ponosi błąd ludzki, czy wady konstrukcyjne samego reaktora. Radzieckie władze i sąd za katastrofę obwiniły obsługę elektrowni, w tym nadzorującego eksperyment Anatolija Diatłowa. Został skazany na 10 lat więzienia, jednak ze względu na zły stan zdrowia spowodowany chorobą popromienną, zwolniono go z więzienia przed końcem kary, zmarł 13 grudnia 1995 roku.

Przeprowadzone w XXI wieku badania wskazują, że reaktor RBMK-1000 posiadał ogromne wady konstrukcyjne. Ze współczesnych analiz i symulacji wynika, że to one w dużej mierze odpowiadają za katastrofę. Ta kwestia prawdopodobnie już nigdy nie zostanie ostatecznie wyjaśniona.

AKCJA RATUNKOWA

Niedługo po wybuchu pożaru grafitu na miejsce katastrofy przybyła straż pożarna. Strażacy byli przekonani, że gaszą zwyczajny pożar dachu elektrowni. Nikt nie ostrzegł ich przed niebezpieczeństwem kontaktu z radioaktywnym dymem. W niedługim czasie dostali choroby popromiennej, która objawiła się poprzez poparzenia, krwawe wymioty i utratę przytomności. Wszyscy strażacy, którzy pierwsi przybyli na miejsce katastrofy, zmarli w męczarniach. Ocalał tylko ich dowódca, który później został poddany skomplikowanemu leczeniu. Pożar udało się na pewien czas stłumić, ale ponownie wybuchł z większą siłą.

Nazajutrz rano na miejsce katastrofy dotarł profesor Borys Legasow. To on zarządził natychmiastową ewakuację 10 kilometrowej strefy śmierci, która objęła pobliskie miasto Prypeć. Mieszkali w nim głównie pracownicy elektrowni i ich rodziny. Na zlecenie Legasowa, na płonący reaktor zaczęto zrzucać z wojskowych śmigłowców kilka tysięcy ton piasku, boru, dolomitu, gliny i ołowiu. Materiał topił się i tworzył zwartą bryłę otaczającą reaktor, dzięki czemu udało się opanować pożar.

Wypompowano także wodę ze zbiorników znajdujących się pod reaktorem, żeby nie dopuścić do wybuchu, który mógłby skazić kolejny obszar. Następnie, wśród sprowadzonych z Tuły górników na samobójczą misję wysłano trzech ochotników, inżynierowie Walerij Biezpałow i Aleksiej Ananienko oraz robotnik Boris Baranów którzy zabezpieczyli reaktor od dołu „betonową poduszką”. Jak się później okazało, te działania były słuszne, bo po kilku dniach radioaktywne szczątki reaktora przepaliły pierwotną podstawę i runęły do zabezpieczonego „betonową poduszką” zbiornika. Gdy później badano miejsce katastrofy, odnaleziono nową silnie radioaktywną substancję krystaliczną, którą nazwano czarnobylitem.

Pierwszy komunikat dla mieszkańców żyjących w promieniu 10 km od miejsca katastrofy wydano z rozkazu Legasowa dopiero w 36 godzin po wybuchu. W kolejnych dniach strefa ewakuacji została rozszerzona najpierw do 20, a następnie do 30 km wokół elektrowni. Przymusowa ewakuacja objęła łącznie ok. 350 tys. osób. Wojsko wywoziło mieszkańców siłą uniemożliwiając zabranie im jakichkolwiek rzeczy, które zostały następnie zniszczone.

CZARNOBYL 30 LAT PÓŹNIEJ

Do wyjazdu na Ukrainę nie trzeba było mnie długo namawiać, jak zwykle tani bilet do Kijowa kupiony na ostatnia chwilę i po 13 godzinach wylądowałem na międzynarodowym lotnisku Boryspol pod Kijowem. Przez kolejne 3 dni będę mieszkał na Majdanie przy samym placu niepodległości.

Na przełomie 2004 i 2005 r. miały tu miejsce wydarzenia określane nazwą "pomarańczowa rewolucja". Z kolei w okolicach placu na przełomie 2013 i 2014 r. odbywały się protesty w związku z niepodpisaniem przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, zakończone krwawymi walkami, w których zginęły i ucierpiały setki osób. Do chwili obecnej zobaczyć tu można znicze, kwiaty, zdjęcia upamiętniające poległych. Plac uprzątnięto, ale pozostały ślady minionych wydarzeń - miejscami brak kostek brukowych, fragmenty pomników i schodów są pokruszone, a na bruku widać pozostałości po pożarach.

Jest już dość późno, a jutro trzeba wstać przed świtem (...)

Następnego dnia jestem umówiony punktualnie o ósmej rano przed dworem kolejowym skąd rozpocznie się jednodniowy wyjazd w strefę wykluczenia.

Zgodnie z zaleceniami organizatora wycieczki, powinniśmy ubrać długie, zasłaniające kostki spodnie, koszulę z długim rękawem i zakryte, pełne buty.

Zaleca się wzięcie ze sobą parasolki, która na wypadek deszczu ochroni nas przed kroplami mogącymi zawierać radioaktywny pył. Dla uspokojenia - jest to spora przesada.

Wszelkie elementy ubioru, które odsłaniają znaczną część ciała - sukienki, krótkie spodenki, bluzki na ramiączkach, sandały, są zabronione w strefie wykluczenia.

Obowiązuje absolutny zakaz zabierania z terenu zony jakichkolwiek przedmiotów, roślin lub zwierząt. Do zony nie można wwozić broni palnej i białej, scyzoryków i palników gazowych.

Szczególnie należy uważać na kontakt z glebą. Pomimo, że promieniowanie w powietrzu jest już pomijalne i nie zagraża w żaden sposób zdrowiu, to gleba akumuluje dużo radioaktywnego pyłu.

Pierwszym przystankiem na naszej mapie zwiedzania jest miasto Czarnobyl.

Dla osób spodziewających się tutaj krajobrazu postapokaliptycznego, może się ono okazać sporym zaskoczeniem.

Ulice są uprzątnięte, drogi dobrze oznakowane.

Czarnobyl to jest aktualnie domem znakomitej większości osób pracujących w strefie wykluczenia. Mieszkają tu pracownicy elektrowni obsługujący nowy sarkofag oraz mniejszych przedsiębiorstw mających siedzibę przy elektrowni. Znajdziemy tu również osoby zarządzające zoną.

Kilkadziesiąt metrów od centrum miasta znajduje się jeden z nielicznych zachowanych do dzisiaj na Ukrainie pomników Lenina.

Kolejnym punktem w Czarnobylu był Anioł Śmierci i aleja z tabliczkami miast („pomnik” wymarłych miast), które zostały wysiedlone w wyniku awarii reaktora. Nawet nie wiedziałem, że jest tego tyle…

Bardzo żałuję, że nie udało nam się pospacerować trochę po mieście. Przejeżdżaliśmy naszymi autobusikami z punktu do punktu a coś czuję, że mogłoby być fajnie gdybyśmy mogli się tam przespacerować. Niestety na to nie było też za dużo czasu, gdyż mieliśmy jeszcze dużo do zobaczenia tego dnia.

Zatrzymaliśmy się przy drodze i udaliśmy się kawałeczek leśną dróżką wprost do wyludnionych domów. To tam pierwszy raz dorwałem dozymetr i wszędzie sprawdzałem poziom promieniowania. Jadąc do Strefy Zero nie potrzeba posiadać swojego dozymetru, kierowcy mają kilka które krążą między uczestnikami i na pewno każdy choć raz może się na niego załapać. A to taki fajny dodatkowy dreszczyk emocji.

Stamtąd udaliśmy się do Kopaczi i chyba jednego zachowanego budynku w tym mieście – przedszkola. Kopaczi znajduje się 10 km.  elektrowni i wszystko tam było bardzo skażone, w związku z tym zrównano to miasto z ziemią. Można powiedzieć, że to w tej miejscowości zaczęła się akcja likwidacyjna skutków awarii w strefie. Ze względu na wysoki poziom skażenia Kopaczi, po katastrofie w roku 1986, podjęto decyzję o wyburzeniu wszystkich stojących tu budynków. Niestety podczas wyburzania, walące się budynki wzbijały w powietrze tumany radioaktywnego pyłu, co nie specjalnie służyło ograniczaniu skażenia. Z tego powodu podjęto decyzje, by w pozostałych miejscowościach nie wyburzać budynków. Dzięki temu, dziś w strefie jest co zwiedzać.

Zatem opuściliśmy Kopaczi i pojechaliśmy do stołówki pracowniczej na obiad. Ogólnie rzecz biorąc to nie było aż tak źle. Obiad składał się z pierwszego i drugiego dania, na osobnym talerzyku była surówka a także deser i do tego można było wybrać kompot. Trochę tak dziwnie było spożywać posiłki tak blisko elektrowni. No dziwnie i tyle.  Przy wejściu do stołówki każdy z uczestników wycieczki przeszedł przez bramki dozymetryczne. No i tam też znajdowały się toalety, więc to był bardzo ważny punkt w ciągu dnia !

Pierwszym naszym celem po obiedzie było „Oko Moskwy” czy Radar „Duga” jak kto woli. To jest dopiero coś !!! Ależ ja byłem pod wrażeniem !!!

Zadaniem konstrukcji było wykrywanie pocisków nuklearnych, które mogły potencjalnie zostać skierowane na Związek Radziecki. Na obiekt składały się urządzenia zamontowane w trzech lokalizacjach, jednak ta czarnobylska była tą centralną i najbardziej okazałą.

Ogrom konstrukcji niech potwierdzą liczby: waży on 13000 - 14000 ton, a budowa pochłonęła od 0,5 do 1,5 mld dolarów.

Olbrzymie radary zajmujące obszar o długości 900 metrów, wysokie na ponad 100 metrów, wymagały ok. 1000 osób do ich bieżącej obsługi i konserwacji. Na te potrzeby wybudowano tajne, ukryte w głębokim lesie miasteczko Czarnobyl-2, które zamieszkane zostało przez wojsko i rodziny żołnierzy.

Na mapach oznaczano to miejsce jako obóz pionierski dla dzieci, a obszar ok. 5 kilometrów od konstrukcji został całkowicie zamknięty. Dostępu do radaru strzegły jednostki specnazu.

Do dzisiaj pozostaje obiektem dużego zainteresowania wśród osób znających się na radiołączności. Duże wymagania dotyczące jego zasilania spełniała oczywiście oddalona o 9 km Czarnobylska Elektrownia Atomowa.

Uruchomiona Duga emitowała słyszalne na całym świecie pasmo zakłóceń, rejestrowane nawet przez amatorów radiołączności. Przypominało ono stukanie dzięcioła, przez co przyjęła się jeszcze jedna nazwa urządzenia - rosyjski dzięcioł.

Radar nadawał sygnał o takiej mocy, że zakłócał on sygnał radiowy i telewizyjny w wielu zakątkach świata.

W Polsce stukanie dzięcioła najczęściej było słychać na falach krótkich w okolicach 10-15 Hz.

Zbliżanie się do okrytego złą sławą, zniszczonego w 1986 r. reaktora nr 4 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej powodowało, że moje emocje rosły. Zwiedzanie Czarnobyla bez odwiedzin pod elektrownią byłoby niekompletne.

Widok z drogi dojazdowej do bloków pozwala widzieć jednocześnie Arkę, czyli nowy sarkofag oraz niedokończone nigdy reaktory nr 5 i 6. Ewakuowani budowniczowie pozostawili w ich pobliżu żurawie, przez co z daleka wyglądają one jak nadal żyjący plac budowy.

Zbliżenie się do elektrowni jest możliwe tylko do miejsca, w którym stoi pomnik ku czci likwidatorów i budowniczych starego sarkofagu. Dalej teraz jest już zamknięty i pozostaje pod baczną obserwacją służb i systemu kamer.

Na terenie elektrowni nadal pracują setki ludzi opiekujący się wyłączonymi reaktorami i konserwujący nowy sarkofag. Nowy sarkofag oddano do użytku w 2016 r., jako środek zaradczy na skorodowany i rozszczelniony pierwszy sarkofag, budowany w pośpiechu po awarii.

W nowej konstrukcji zastosowano nieszablonowe rozwiązania - w końcu to jedyna taka budowla na świecie. Stalowy namiot powstał kilkaset metrów obok reaktora nr 4, po czym został przy pomocy szyn nasunięty na niszczejącą konstrukcję. Wewnątrz Arki znajdują się urządzenia, dzięki którym możliwe będzie automatyczne demontowanie starego sarkofagu bez udziału człowieka.

PRYPEĆ

- MIASTO PRZYSZŁOŚCI -

Założona na potrzeby pracowników elektrowni Prypeć powstała w 1970 r. i znajduje się ok. 4 kilometry od Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej.

Miasto położone jest na prawym brzegu rzeki Prypeć, wpadającej później do Dniepru. Zwane było również atomogradem, co wzięło się oczywiście z jego przeznaczenia.

Według danych z 1985 r., w Prypeci zamieszkiwało ok. 47 500 osób wywodzących się z 25 grup etnicznych. Roczny wzrost populacji wynosił ok. 1500 osób, gdzie połowa tej wartości wynikała z urodzeń, a połowa z imigrantów z innych części Związku Radzieckiego.

Przewidywano, że przy ciągłym rozwoju miasto może zapewnić komfortowe warunki życia nawet dla 78 000 osób.

Prypeć była bardzo wygodnym miastem do życia, wyprzedzającym trochę swoje czasy.

Miasto było wzorem dla sowieckich budowniczych. Choć pełne betonu i blokowisk, w latach 70. i 80. musiało się tam żyć wygodnie.

W Prypeci skorzystano z sowieckiej koncepcji "trójkątnej zabudowy". Wysokie, dziesięciopiętrowe budynki z widokiem na miasto i okolicę były przeplatane pięciopiętrowcami i wolnym partiami terenu.

Duże przestrzenie między budynkami ozdobiono drzewami i krzewami. Głównym projektantem miasta był szanowany, odznaczony nagrodą Rady Ministrów ZSRR, architekt Giennadij Iwanowicz Oleszko.

Prypeć nie miała stać w miejscu. Zaplanowano szeroką rozbudowę miejskich atrakcji. Do 1988 r. oddane do użytku miały być dwa centra handlowe, a jedno z nich miało się nazywać Blask Prypeci. Dodatkowo zaplanowano budowę dwóch kompleksów sportowych, kina z dwiema salami, hotelu Październik oraz dwóch pałaców - Pałacu Pionierów oraz Pałacu Sztuki.

Pamiętano też o kwestiach transportu poprzez wolę budowy linii kolejowej oraz dworca autobusowego. Dla poprawy komfortu korzystania z telewizji w planach było też oddanie do użytku 52-metrowej wieży telewizyjnej - najwyższego budynku całego miasta Prypeć.

Planowane uruchomienie bloków 5 i 6 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej wiązało się z koniecznością rozbudowy miasta wykorzystując półwysep w północnej części Zalewu Janowskiego.

Plany legły w gruzach 26 kwietnia 1986 r. Już o drugiej w nocy w komitecie wykonawczym Prypeci spotkano się na nadzwyczajnym spotkaniu kryzysowym, gdzie umówione działania konieczne do podjęcia w przypadku negatywnego rozwoju skutków awarii.

Zarządzono blokadę ulic, aby zahamować przemieszczanie się osób cywilnych i udrożnić drogi dla służb ratunkowych. Zdecydowano o nieinformowaniu mieszkańców o zagrożeniu, aby nie wywoływać paniki. Nadal czekano jednak z ewakuacją, skazując miasto na przyjmowanie promieniowania setki razy przekraczającego normy. Rozpoczęto, podobnie jak później w Polsce, profilaktykę jodową. Podawano pacjentom wodny roztwór jodu i jodku potasu, który hamował przyswajanie przez organizm radioaktywnych izotopów jodu.

Dopiero w nocy podjęto decyzję o rozpoczęciu gromadzenia pod miastem autobusów i składów pociągów, które miały posłużyć do rozważanej ewakuacji.

Plany zaakceptowano dopiero rankiem 27 kwietnia, wyznaczając termin ewakuacji na 14:00.

Pierwotnie trzydniowa ewakuacja nie zakończyła się jednak do dzisiaj, pozostawiając Prypeć wyłącznie naturze. Pomimo znacznego spadku promieniowania do poziomu niższego niż w wielu stale zamieszkiwanych punktach świata, nigdy nie pozwolono dawnym mieszkańcom na powrót do domu.

PRYPEĆ PO TRZYDZIESTU LATACH

- MIASTO DUCHÓW -

Do miasta zajechaliśmy około 15:00, czekał nas tu dwugodzinny spacer. Przewodnik pozwalał nam chodzić po budynkach “samopas”, ale w każdym z miejsc mieliśmy tak naprawdę maksymalnie 10 minut na zaglądanie do różnych pomieszczeń. Czuję ogromny niedosyt. W kilku budynkach, w których według programu mieliśmy być, w końcu nie byliśmy (szpital, żłobek, poczta), ale tak naprawdę niemożliwe było, żeby taki krótki październikowy dzień wystarczył na zrealizowanie wszystkich założonych punktów. Z kolei wyjazd latem, gdy dzień jest dłuższy, też nie ma większego sensu – wszystko jest zakryte zieloną ścianą liści, więc pozostaje tylko wyjazd jesienią lub wiosną. Już wiem dzień na wizytę w Strefie to stanowczo za mało.

W trakcie naszego pobytu w Zonie widzieliśmy dom kultury Energetyk, hotel Polesie, kino Prometeusz, komisariat milicji oraz szkołę i basen, byliśmy na placu z wesołym miasteczkiem, które nigdy nie zostało do końca uruchomione. Największa jego atrakcja miała mieć swoją inaugurację w dniu pochodów pierwszomajowych, ale do tego czasu Prypeć zamieniona została w miasto widmo.

Sam jestem zły na siebie że nie poświęciłem więcej czasu na fotografowanie, ale byłem tak przerażony tym miejscem zwłaszcza w końcowej fazie wycieczki kiedy w nocy z latarkami przemierzaliśmy dziko rosnące krzewami ścieżki w drodze do autobusu.

Ciężko ogarnąć słowami dzisiejszy dzień, z jednej strony czuję satysfakcję z bycia w miejscu gdzie ponad 30 lat temu rozpętało się piekło, a z drugiej strony niedosyt i jednocześnie przerażenie tym miejscem.

Jeżeli zdecyduje się tu przyjechać ponownie to koniecznie wybiorę opcję kilkudniową.

ŚWIAT BEZ WYCHODZENIA Z DOMU

    Copyright ©2019-2021  TUTAJ BYLEM LLC

    Wszystkie prawa zastrzeżone

    domena jest wlasnoscia serwisu - TUTAJ BYLEM LLC

    Kopiowanie i rozpowszechnianie zdjęć bez zgody autora zabronione

    157092209360451367.png